Artykuł w prasie z grudnia 1918 r. ( Cz. 1. Pobudka. 1918 nr 49 (24 XII), Cz. 2. Pobudka. 1918 nr 51 (28 XII)) opisujący polskiego bohatera gen. Tadeusza Jordana Rozwadowskiego.
Obrońca Kresów wschodnich gen. dyw. Tadeusz Rozwadowski
Nie ulega wątpliwości, że najbardziej świetlanym punktem w szeregu walk polskich w ciągu obecnej wojny o niepodległość i zjednoczenie Ojczyzny naszej jest bohaterska obrona Lwowa przeciw lisowczykowemu zamachowi „Ukraińców”, tak jak znów obecna walka o Kresy wschodnie, po zwycięskiem zakończeniu, stanowić będzie najbardziej świetlaną kartę tychże bojów.
Jest zaś dlatego, albowiem we wszystkich walkach dotychczasowych, w czasie wojny światowej, żołnierz polski, czy to w szeregach wojsk państw centralnych, czy też koalicji, walczył za sprawę obcą, a nawet wtedy, gdy tworzył odrębne grupy kombatantów, po tej lub po przeciwnej stronie i walczył z myślą o Polsce, wtedy nawet krew przelewał przedewszystkiem, chcąc nie chcąc, dla korzyści militarnej wspólników, a dopiero w drugim rzędzie dla ucieleśnienia ideału, jaki mu przyświecał.
W obecnej walce obronnej Kresów wschodnich tak nie jest. Dziś każdy żołnierz polski wie, że walczy tylko dla sprawy polskiej, i że każdy jego czyn orężny przybliża niepodległość i zjednoczenie jego ziemicy.
Stąd pochodzi, iż mimo krótkości czasu od chwili wybuchu tej wojny, oraz mimo przeszkód piętrzonych nieraz (niestety) nieopatrznie przez nas samych, w wzmagających się stale ilościowo szeregach bojowników polskich znalazły się najczystsze i najlepsze elementy narodu, a więc kilkunastoletnia nawet, porwana świętością swego ideału młodzież polska, znaleźli się znani ze swych bohaterskich czynów legioniści polscy oraz liczni ochotnicy, dla których wołanie Ojczyzny było kategorycznym nakazem obowiązku wstępowania w szeregi wojska polskiego. Znaleźli się też przy tej armii najdzielniejsi wodzowie polscy. Obroną Lwowa pokierował Mączyński, z odsieczą przybył Roja, obecnie broni Lwowa generał Leśniewski, zaś kieruje obroną całych Kresów wschodnich gen. Tadeusz Rozwadowski.
Ze względu na zaszczytne i odpowiedzialne stanowisko obrońcy Kresów wschodnich uwaga wszystkich zwrócona jest przedewszystkiem na osobistość naczelnego wodza wojsk polskich, walczących w Galicyi Wschodniej, i dlatego pragniemy dziś osobie jego poświęcić słów kilka, by wykazać, że wybór jest niezwykle trafnym i dobrze wróżącym całej akcyi militarnej przeciw „Ukraińcom”.
W każdym zakresie pracy bezwzględnym warunkiem, by praca ta przyniosła dodatnie rezultaty, jest ukochanie przez pracownika tej pracy oraz celu, do którego ona wiedzie. Gdy tak nie jest, to choćby na czele pracowników stanęła jednostka genialna, ale wartości celu nie uznająca, praca i jej wyniki spaczyć się muszą – i często zamiast korzyści niekorzyść osiągamy.
W naszym wypadku fakt ten jest zupełnie wykluczonym. Znaną a powszechną jest tajemnicą, że generał Rozwadowski był tym z wodzów polskich, który zaakcentował jak najkategoryczniej, że należy bronić Kresów wschodnich, że nawet gdy pewne czynniki działały wstrzymująco w sprawie przekształcenia tej idei w czyn orężny, generał Rozwadowski nie wahał się postawić tej kwestyi na ostrzu miecza i raczej zrezygnować z zaszczytnego swego stanowiska, aniżeli zgodzić się na połowiczne załatwienie sprawy dla Polski i dla niego pierwszorzędnego znaczenia.
Pod tym więc względem wódz nasz odpowiada najdoskonalej najkonieczniejszemu warunkowi, uznaje bowiem niezaprzeczoną słuszność sprawy, dla której pracuje i wobec tego bez wątpienia poświęci jej wszystkie siły swego wybitnego umysłu.
Można jednakże jak najgoręcej pragnąć, a nie móc wykonać zamierzonego zadania, ze względu na brak koniecznych do tego warunków: talentu i gruntownych fachowych wiadomości. Bywało u nas tak często w Polsce, gdzie aż zbyt często mierzono siły na zamiary, a nie zamiar podług sił.
I tego wypadku niema tu bezwarunkowo. Fachowe wykształcenie, praktyka wojenna i niezaprzeczony wybitny, pierwszorzędny talent zupełnie to wykluczają.
Dość przytoczyć nieco szczegółów biograficznych, aby to zadokumentować.
Urodził się generał w Galicyi zachodniej, dokąd rodzice jego przenieśli się z Królestwa Polskiego po skonfiskowaniu ich majątku przez rząd carski. Szkoły przechodził ze stopniem celującym, najpierw we Lwowie, a potem wojskowe w Weisskirchen i we Wiedniu, gdzie specyalizuje się w wojskowych naukach technicznych i artyleryjskich. Po świetnem ukończeniu studiów, ze stopniem celującym (tak rzadko przyznawanym Polakom w wiedeńskiej Akademii wojskowej), rozpoczyna długi szereg lat pogłębiania i rozszerzania nabytych teoretycznie wiadomości w praktyce wojennej. Jako zwierzchnik coraz to wyższych grup wojskowych pracuje i organizuje je w Jarosławiu i w Krakowie, spędza dwa lata przy sztabie generalnym we Wiedniu, jest instruktorem wojskowym, poznaje w r. 1896, jako członek misyi wojskowej, doskonale ustrój armii bułgarskiej i rosyjskiej, zaś w r. 1907, zaszczycony przyjaźnią króla Karola rumuńskiego, organizacyę armii rumuńskiej. Następnie przez lat kilka jest pułkownikiem artyleryi w Stanisławowie. (Dok. nast.)
Wojna nastręczyła sposobność generałowi Rozwadowskiemu wystąpienia na jaw jego pierwszorzędnemu talentowi militarnemu. Pod Borami, dzięki jego kierownictwu artyleryi, bitwa zapowiadająca klęskę zmieniła się w zwycięstwo; było tak również pod Zbydniowem, zaś pod Iwangorodem generał Rozwadowski, jako szef artyleryi, swemi ciężkiemi działami uratował sytuacyę. Następnie nad Nidą organizuje 46. dywizyę artyleryi, bierze wybitny udział w sławnej, przełomowej bitwie pod Gorlicami, skutkiem której w dalszym ciągu wypadków artylerya mu podległa odnosi wspaniały tryumf pod Radymnem. Jako szef artyleryi i jej organizator, a zarazem twórca nowych problemów artyleryjskich, walczy następnie pod Pnikutem (9000 poległych Moskali skutkiem ognia artyleryi), pod Janowem, Mościskami i przyczynia się walnie a decydująco do oswobodzenia Lwowa od rosyjskiej inwazyi, okrążywszy go od północy, co ochroniło miasto od zniszczenia ogniem działowym.
Ale tu chwilowo załamał się dalszy pochód utalentowanego wodza na drodze militarnej. Dobry, szlachetny człowiek przeszkodził doskonałemu wodzowi w dalszym pochodzie na drodze militarnej karyery. To, co się działo w Galicyi po powrocie Austryaków, nie dozwoliło mu milczeć jako szlachetnemu człowiekowi i dobremu Polakowi. Prześladowanie ludności polskiej i ruskiej przez Niemców, wyniszczanie kraju rekwizycyami, masowe egzekucye (sam generał opowiada, że znanym mu jest fakt, iż pewien auditor austryacki skazywał dziennie na powieszenie przeciętnie 20 ludzi, nie przesłuchując ich wcale, w tym celu, „aby przypadkiem nie zmiękło mu serce”) – wszystko to napawało go szlachetnem oburzeniem. Na audyencyach przedstawiał nawet z całą otwartością cesarzowi Franciszkowi Józefowi dzikość tego austryackiego terroryzmu, domagał się powstrzymania tegoż, ale głos jego był wołaniem na puszczy, jemu zaś zjednał jedynie mściwą nienawiść kamaryli dworsko-wojskowej otaczającej monarchę. Skutkiem bezwzględności intryg tej kamaryli, nie przyjąwszy oferowanego mu stanowiska namiestnika Galicyi bez zgody na postawione przezeń warunki, któreby ulżyły niedoli ludności w Galicyi i zniweczyły terroryzm soldateski austryackiej, wystąpił z armii, nie chcąc być ślepem narzędziem w ręku obcych w celu gnębienia własnych rodaków.
Od tej chwili pracuje w ciszy jak najintenzywniej nad sprawą utworzenia niezależnej armii polskiej, a w chwili obecnej, tak poważnej, stanął na czele wojsk polskich, by kierować obroną Kresów wschodnich.
Garść szczegółów powyżej podanych, urok, jaki wywiera generał Rozwadowski przy bezpośredniem zetknięciu się z nim, urok polegający na tem, że widzi się przed sobą postać prawdziwie żołnierską, pełną widocznej, męskiej, rycerskiej energii i pewności siebie w bystrem spojrzeniu oczu, a równocześnie bez śladu wszelkiej pyszałkowatości i bezwzględności Hindenburgów czy Ludendorffów, urok, że widzi się przed sobą typ czysto polskiego żołnierza, a zarazem szlachetnego człowieka – wszystko to pozwala głęboko wierzyć w słowa, jakie wypowiedział do mnie na pożegnanie:
„Proszę napisać, że jestem najlepszej nadziei. Wszystko będzie dobrze. Są wprawdzie jeszcze pewne braki, ale te, acz chwilowo być muszą, będą usunięte, bo przecież w ciągu miesiąca nie można zorganizować tego, na co zwyczajnie poświęca się szereg lat”.
Wychodzę z uczuciem prawdziwej pewności z gabinetu generała, niezachwianej pewności, że los Kresów wschodnich złożyła Polska w ręce jak najodpowiedniejsze. Oby tylko obywatele całej Polski, nie poprzestając na tem, czynnie, jak najliczniejszem wstępowaniem w szeregi armii, która nareszcie walczy tylko dla dobra Polski, ułatwili wodzowi swemu przeprowadzenie do zwycięskiego zakończenia jego ciężkiego zadania.
Tem wezwaniem kończymy tych słów kilka. Pewni jesteśmy, że będzie ono również najodpowiedniejszem życzeniem złożonem znakomitemu wodzowi w Dniu Wigilijnym, bo wszelkiej osobistej pomyślności życzą Mu jak najgoręcej wszyscy prawi synowie Ojczyzny.
Cześć Generale!
Adam Cehak-Stodor
źródła:
Cz. 1. Pobudka. 1918 nr 49 (24 XII)
Cz. 2. Pobudka. 1918 nr 51 (28 XII)
Autor wpisu: Paweł Januszek